Wieczór Szymborskiej w Rzymie
08.02.12
We wtorek 7 lutego w Instytucie Polskim w Rzymie odbędzie się wieczór poświęcony Wisławie Szymborskiej.
 Rob Zombie w wywiadzie udzielonym MTV zdradził w końcu kilka tajemnic dotyczących "Tyrannosaurus Przedstawiciele Instytutu Polskiego w Rzymie i włoskiego dystrybutora filmu "Katyń" poinformowali w poniedziałek, że będą podejmowane starania, by dzieło Andrzeja Wajdy nie zniknęło całkowicie z włoskich kin.
Na polskim rynku wydawniczym pojawił się wyjątkowy debiut - dowcipny, mocny, poruszający. "Toksymia" to książka, która w fałszywy wyjście portretuje współczesnych mieszkańców Warszawy, wiecznie nienasyconych. Rozmawiamy z jej autorką, Małgorzatą Rejmer. Twoi bohaterowie umieszczeni są w wybitnie konkretnej przestrzeni, bez trudności można wynaleźć opisywane za pośrednictwem ciebie miejsca. skąd zainteresowanie opisu Warszawy sąsiedzkiej? Warszawa bezosobowa nie jest Warszawą, na odwrót na chybił trafił wybranym miastem postkomunistycznym w Europie, w którym może dziergać się wszystko i nic. Bohaterowie "Toksymii" funkcjonują w przestrzeni, którą ja znam na wspomnienie z codziennego szlifowania chodnika - mieszkałam na Powiślu, teraz mieszkam na Pradze Południe, wszystkie opisane lokacje dotychczasowy dla mnie z różnych powodów ważne. pierwsze styczność z okolicami Ronda Wiatraczna było doświadczeniem dogłębnie surrealistycznym, znalazłam się tam w środku nocy i miałam wrażenie, że powierzchnia rozpada się na moich oczach, że to jakaś przedziwna śmieszna groza, olbrzymie wieżowce i płożące się blaszane baraki, stłoczone na planie koła, jakaś straszna, prowincjonalna niedostatek Polski, która się wstydzi. Z tego surrealnego doświadczenia zrodziła się "Toksymia", to była doświadczenie przepracowania tej przestrzeni, jej ohydy, chaosu. dalej dopiero zaczęłam dostrzegać że jest to miejsce wyjątkowe. zasoby siły roboczej żyją niezwykle z grubsza siebie, natychmiast nawiązują kontakt, jest na przykład Restauracja Astoria ze swoją lichą agorą i tam notorycznie gromadzą się ludzie, i ci kadry rozmawiają, bo to w najwyższym stopniu oczywista rodzaj kontaktu. Idę na plac Szembeka, i tam toczy się trwanie pośród stosów jajek, wypatroszonych kurczaków i piramid starego szarego papieru toaletowego. Mieszkam na Grochowie od dziewięciu miesięcy, a już znam gros swoich sąsiadów. Miałam potrzebę opisać o tej przestrzeni, bo ona bezustannie dostarcza mi jakichś przeżyć, ciągle buntuję się pod tego, co widzę i przez cały czas na dopiero co się z tym godzę. Opowieści o Grochowie to ekwipunek z wesołymi anegdotami, znajomi zrywają boki, gdy opowiadam, że pod Astorią mąż suszył na tyłku wrzody w promieniach słońca, ale kiedy to się widzi, gdy widzi się takie obrazy raz po raz, to szuka się sposobów, by to przepracować. Pewnie wielu czytelników zarzuci ci, że przedstawiasz film beznadziejny, że nie masz litości dla swoich bohaterów czy też ich po prostu nie lubisz, czy też - jak napisał Jaś Kapela - tworzysz bohaterów, którzy są głupi. Nie sądzę, ażeby obraz filmowy świata przedstawiony w "Toksymii" był beznadziejny, to pewno zależy od punktu widzenia. Są ludzie, którzy uznają książkę za litanię szkaradztw, a są tacy, na których nie zrobi to wrażenia i skupią się na innych kwestiach. Być być może stępiła się moja czułość na brzydotę, ale obrazy z "Toksymii" są moją codziennością, i kiedy fisza się denerwuje, że w książce jest dużo brzydkiego, to ewidentnie wokół siebie ma wiele ładniej niż przeciętna krajowa. A chyba że chodzi o bohaterów, to lubię wszystkich, nawet chyba że są to postaci wystarczająco podłe. Starałam się, żeby ktoś pył swój rewers, nawet połowica Longina, Alicja, apodyktyczna i kapryśna, ma swoje niespełnienia, które czynią ją detalicznie nieszczęśliwą. Nie sądzę, ażeby moi bohaterowie byli przede wszystkim głupi, przede wszystkim są ludźmi wrażliwymi, niezrealizowanymi, budują sobie alternatywne rzeczywistości, które pełnią funkcję kompensacyjną, są ileś naiwni, trochę bierni i bezradni, ale to nie znaczy wcale, że są głupi. Oni wszyscy funkcjonują na granicy między realizmem psychologicznym a groteską, ale starałam się to wypośrodkować, tak aby nie dystansować czytelnika do bohaterów, bo inaczej nie przejąłby się opisywanymi zdarzeniami. skąd wziął się idea na tak oryginalny tytuł? Spotkałam się ze skrajnymi reakcjami na niego - od zachwytu po kompletne niezrozumienie. Mniej więcej dwa lata temu napisałam inną powieść, w której "toksymia" figurowała jak spojrzenie najstraszniejsze ze strasznych i opisywało stan relacji międzyludzkich: połączenia toksyn z aleksytymią, czyli chorobą, która polega na nieumiejętności nazwania i odczuwania swoich emocji - psychicznej akceptacji tego, co się odczuwa. Ale minęło cokolwiek czasu i doszłam do wniosku, że ta straszna choróbsko tocząca ludzkość nie jest znowuż taka niezmiernie straszna. Tym bardziej, że w prasie zaroiło się od alarmujących artykułów: stres, samotność, depresja, ponura konsumpcja resztek ze srebrnej lodówki, zasoby siły roboczej umierają w samotności i nikt im po śmierci nie poda szklanki wody. debata zagłady i powszechnej choroby ludzkiej wydał mi się śmieszny. zatem też w książce toksymią nazwana jest więź, która łączy staruszkę Lucynę z Jezusem. W ten wyjście temu monstrualnemu słowu udało się groteską spiłować kły. Wiem, że miałaś zawrotne ciąg pisania - powiedz w skrócie jak powstawała ta wielowątkowa historia? Na książkę o tytule "Toksymia" została przyznana donacja z Instytutu Książki, ale w ostatniej chwili postanowiłam, że miast umieszczać w prasie swoją starą prozę, napiszę coś nowego. Miałam wrażenie, że moja poprzednia książka natychmiast zestarzała się i nie jestem w stanie wziąć za nią odpowiedzialności. Kolejna idea powstała w ciągu siedmiu tygodni - za pomocą ten czas nie wychodziłam z domu, nie spotykałam się ze znajomymi, całe moje życie to była książka. tok pracy było mordercze, adrenalina mało nie wypaliła mi żył, ale z racji takiej mobilizacji nie miałam wątpliwości podczas pisania - szybko pisałam i na chybcika skreślałam, nie patyczkowałam się ze słowami, jeśli coś mi nie grało, to nie czekałam, aż się uleży, na odwrót wyrzucałam. Ta pozycja bibliograficzna była przede wszystkim skreślana, a nie prędzej w przyszłości pisana. "Toksymia" ma mocne ostoja w psychologii. Czy w konstruowaniu bohaterów z większym natężeniem pomagało ci doświadczenie, czy korzystałaś z wiedzy, którą dały ci uczelnia psychologiczne. gdy szłam na swoje szkoła główna w Kolegium MISH, wiedziałam, że chcę tak zrobić myśl studiów, żebym mogła dostawać wiedzę potrzebną do pisania. Ale naprędce przekonałam się, że żadna teoretyczna wiedza nie jest do tego potrzebna. Studiując psychologię, przede wszystkim uzmysłowiłam sobie ograniczenia tej nauki, a nie jej zbawienny oddziaływanie na poznanie człowieka i psyche. jeżeli cokolwiek przydaje się w pisaniu, to nieustanna uwaga i obserwowanie ludzi: tego jak mówią, jak chodzą, stoją, siedzą, jakie mają tiki nerwowe, jak próbują ukryć różne rzeczy, jak zapamiętują to co się zdarzyło, jak relacjonują i racjonalizują swoje zachowania. To kolejna współczesna książka, której głównym przeciwnikiem jest mit romantyczny. Czy, aby zostać dziś wysłuchanym, wziętym na poważnie, konieczne jest sięgnięcie po groteskę? Nie chciałabym, tak aby to zabrzmiało pyszałkowato, ale gdy brałam się za "Toksymię", miałam jeszcze w głowie sceny i postaci z "Biesów", tam bohaterowie są opisani brawurowo, ktoś jest "niemą woskową figurą na sprężynach", wszyscy bledną, czerwienieją, miotają się w konwulsjach, ale wypisz wymaluj ten podniosłość przełamany jest komizmem. Ale też u Dostojewskiego mamy emocje na niespotykaną skalę, zdrady, namiętności, pasje i pistolety, a u mnie to jest jakieś kalectwo uczuciowe, są apetyty na życie, ale wychodzi z tego emocjonalna nędza. To jest książka, która nie inaczej obśmiewa paradygmaty romantyczne. Są one wdrukowane głęboko, ale w starciu z realnością okazują się groteskowe. Longin, prowadzący tramwaju, hodował się na romantykach polskich i widzi w swojej żonie Alicji cudowne dziecko Świtezianki z Matką Polką, a wprawdzie jest to raczej Balladyna, i to leniwa i egoistyczna na dodatek, przekarmiona marzeniami jak ona Bovary. z wyjątkiem tym u Longina występuje intencjonalność romantyczne, a jego żona chciałaby dość delektować się owocami kapitalizmu, kto z romantyzmem ma ździebko wspólnego. Jan Niedziela widzi w swojej sąsiadce Adzie istotę wielce wrażliwą, w toku gdy jest to jednostka wnikliwie zaburzona, niezdolna do normalnego funkcjonowania w świecie. wręcz przeciwnie że moim bohaterom ździebko by zostało, jeśli nie mieli marzeń. Nie chciałam ich tego pozbawiać. Prawdę mówiąc nie wiem, czy groteska sprzyja myśleniu serio, wręcz przeciwnie, prawdopodobnie wymaga czytelnika o czujnej wrażliwości, jaki nie daje się zwieść pozorom i wyprowadzi własne wnioski. Groteska nie pogłębia, a spłyca, choć robi to w fortel bardzo efektowny. A obok tym służy ukryciu prawdziwego sensu, po to, żeby przemówił z jeszcze większą siłą. W "Toksymii" groteska była niezbędna, iżby moi bohaterowie, opętani myśleniem o śmierci i starzeniu się, nie byli w swoim tragizmie śmieszni. z przyczyny grotesce są tylko zabawni. Na bodajże miałaś już obojętnie jaki odpowiedź ze strony czytelników - czy była jakaś reperkusje na książkę, jakiej się do ostatka nie spodziewałaś, lub czy fisza znalazł w niej coś, z czego nie zdawałaś sobie sprawy? Jeden z czytelników powiedział mi po spotkaniu autorskim, że popłakał się, czytając "Toksymię". Nie sądziłam że uda się dostać taki efekt, jednak zależało mi, żeby niektórzy bohaterowie budzili współczucie. Okazuje się też, że ktokolwiek inaczej interpretuje zakończenie, co mnie cieszy. Chciałam, żeby czytelnik odebrał tę sytuację po swojemu, zgodnie z własną wrażliwością. wiele fragmentów "Toksymii" to gotowe filmowe sceny. Wyobrażasz sobie ekranizację swojej książki? Jest jakiś reżyser, jaki by tego nie zepsuł? Wyobrażam sobie, tym lepiej, że piszę praca doktorska z filmoznawstwa i jestem przesiąknięta wyobraźnią filmową. Pisanie "Toksymii"było próbą opowiedzenia scen, które rozgrywały się w mojej głowie jak film. Niektóre fragmenty "Toksymii" mają w sobie możliwości scenariuszowy, są niby zmontowane, tak prawie że aparat fotograficzny szła od jednego bohatera do drugiego, głównie w scenie wypadku. Ta pozycja bibliograficzna ma mocny rytm, mnogość się w niej dzieje, jest krocie postaci, co niemiara punktów widzenia, to wszystko daje uczucie dynamiki filmowej. Myślę że filmowa "Toksymia" powinna być coraz w wyższym stopniu odrealniona, niż jest to opisane w książce - wizualnie akuratnie zagrałaby metafora niedorzecznie zimnego lata, które nęka bohaterów i czyni ich jeszcze w wyższym stopniu nieszczęśliwymi. telefonista o odpowiedniej wrażliwości nie miałby większych problemów, ażeby uczynić Grochów przestrzenią pustki, alienacji i straconych złudzeń. oprócz tym "Toksymia" jest książką, moim skromnym zdaniem, zabawną, i godnie ten czarnoskóry dąsy jest chyba jedynym spoiwem, jaki nie odgania czytelnika od lektury. No bo na miłość Boga, bohaterowie to osoby jakieś brzydkie, stare, nieudane, zero sukcesu, safanduła dobrobytu, marzenia mają lada jakie, wszyscy przekarmieni są fikcjami i jeszcze raz po raz chwyta ich lęk. odrobinę komu chciało by się to czytać, jeśli tej tragicznej bomby nie rozbrajał humor, bo im bardziej bohaterowie są godni współczucia, tym z większym natężeniem są śmieszni. To jest śmieszność cokolwiek z Marka Koterskiego, podszyta wisielstwem, myślę, że on z tej drużyny postaci znikomych mógłby zrobić coś ciekawego. Jak ci się uczestniczy w maszynce promocyjnej? Masz jakieś przemyślenia na kwestia rynku książki w Polsce? Moje członkostwo jest znikome, po wydaniu "Toksymii" nie wystąpił grandilokwentny rozwój zainteresowania moją osobą. wydawca "Toksymii" Paweł Dunin Wąsowicz jest osobą o silnym zmyśle fatalistycznym i naszej przygodzie wydawniczej towarzyszyło prorocze hasło: "nic z tego nie będzie". Rynek w Polsce ma to do siebie, że jest uroczo nieobliczalny, czar czy młody wiek nie wystarczą, by przykuć uwagę media, wypada poprawnie pisać i posiadać szczęście. literatura nie wzbudza przesadnych emocji, pisarki nie lądują na okładkach magazynów i też nie wydaje mi się, ażeby poprawka takiego stanu rzeczy była potrzebna. Czytałam, że pisarki w Rosji chętnie pozują dla Playboya, wydaje mi się to kompletnie zabawne. Ja się cieszę, że spis bibliograficzny jest bastionem antycelebryctwa, a pisarze nie muszą nikomu powiedzieć za pieniądze, że zjedli kotleta z emu lub kupili tysiąc gramów glazury z porcelitu. Nie ma wątpliwości, że literatura jest w odwrocie - dużo łatwiej jest tworzyć dzieło i dyskutować o filmie i to błona fotograficzna w znacznej mierze zaanektował powierzchnia medialną, należną literaturze. To prawo czasów, błona fotograficzna zakłada zobojętniały odbiór, łatwiej dostosowuje się do rytmu rzeczywistości, spis bibliograficzny wymaga koncentracji czy skupienia uwagi, na które nie ma czasu. jak pracowałam w telewizji, wracałam do domu tak skołowana, że co więcej czytanie gazet przychodziło mi z trudem, dlatego "Bracia Karamazow", czekający na półce, to była abstrakcja i pretensja sumienia. I gdy rzuciłam telewizję, ta książka była dla mnie pierwszą nagrodą.Już 4 listopada 2010 roku, ponownie wyląduje w Warszawie przegląd Filmów Rosyjskich Sputnik nad Polską. Jak co roku, nie zabraknie na jego pokładzie wielu znakomitych gości.
Ken Jeong, świetny z komedii "Kac Vegas" i serialu "Community" wystąpi w filmie "The Chung Factor", którego będzie główną gwiazdą. 29 października w sprzedaży ukazał się pierwszy polski przekład 12 górskich historii autorstwa Jona Krakauera, amerykańskiego alpinisty, pisarza i dziennikarza. Tytułowy "Eiger Wyśniony" obejmuje tytułowy Eiger, K2, Denali i etap amerykańskich ścianek, z których jedna - na Diabelskim Kciuku - ma wyryte znamię pierwszego przejścia i jest to przejście autora "Eigeru wyśnionego". Każda z noweli daje przedsmak przejścia po raz dziewiczy niedostępną granią - Krakauer odtwarza wyprawę z 1936 r. północną ścianą Eigeru, poznaje nas z Johnem Gillem, twórcą współczesnego boulderingu, wprowadza w subtelności wspinaczki lodowej w Valdez, na Alasce i odtwarza tragedię na K2 latem 1986 r. chyba że potraktować Eiger jako przedsłowie do wspinaczki, to w 4 lata potem wiadomo było, którą z dróg zdecydował się pójść sam Krakauer, pisząc "Wszystko za Everest", światowy bestseller o największej tragedii na Evereście. Jedną z historii opowiadamy ustami innej z legend alpinizmu Joe Simpsona, jaki idąc śladami Ediego Rainera, Willy'ego Angerera, Andreasa Hinterstoissera i Toniego Kurza relacjonuje godzina po godzinie tragedię z 1936 r. w nagrodzonym Emmy filmie "Zew ciszy". "Eiger wyśniony" to nie opowieść o historii zdobywania Eigeru, to luźno powiązane ciekawe historie z życia ludzi, dla ktorych pasją ówczesny i są górska kraina i wspinanie." – KRZYSZTOF WIELICKI, himalaista, zdobywca Korony Himalajów "Trawers na północnej ścianie Eigeru 2000 m nad ziemią? Wspinaczka po zamarzniętym wodospadzie bez zabezpieczeń? A może łyk rozrzedzonego powietrza na górze wyższej niż Everest? Ta książka – zastrzyk skoncentrowanej alpinistyki – pozwala czytelnikowi pokochać albo znienawidzić ten ekstremalnie dokuczliwy sport. kwintesencja tak mocna i ekscytująca, że powinno się ją wyjawiać wyłącznie na receptę." – KACPER AGNIESZCZAK, Gazeta Co Jest Grane "Powstało wiele książek o wspinaczce i himalaizmie. wszelako na to samo o nielicznych z nich da się powiedzieć, że są dziełem prawdziwie utalentowanego człowieka pióra. Jon Krakauer, amerykański alpinista, dziennikarz i pisarz, spełnia ten warunek z nawiązką. W jego reportażach znajdziemy nie przeciwnie dynamiczne relacje z ekstremalnych zmagań człowieka z przyrodą i własną słabością, lecz i – fascynujący, tragiczny, nierzadko bardzo sowizdrzalski – charakterystyka całej społeczności zaangażowanej w wyczynowe zdobywanie gór, skał i wąwozów. Jeśli wspinaczka, nie nic bardziej błędnego wysokogórska, wyszła z niszy i stała się współcześnie szczególnym stylem życia, zawdzięcza to w dużej mierze Krakauerowi, który zjadł zęby na lodowych zboczach Alp czy gór Alaski, a co więcej potrafił z dziecięcą ciekawością outsidera przypatrywać się temu osobliwemu światu rządzącemu się własnymi prawami." – PIOTR KOFTA, diariusz gazeta Prawna świeża wiadomość DVD: "Zew ciszy" nagrodzony Emmy film Louise Osmond pokazuje tragedię, która rozegrała się na Eigerze w 1936 r. ze starannie dobranymi postaciami w tym narratora, Joe Simpsona kroczącego śladami Andreasa Hinterstoissera i Toniego Kurza po zboczach słynnej ściany Nordwand. Simpson, chwat innego dramatu z peruwiańskich Andów opowiedzianym w filmie "Czekając na Joe" skrupulatnie odtwarza drogę czterech wspinaczy, którzy wejście północną ścianą Eigeru przepłacili życiem. W tym wszystkim uderzająco wiarygodnie prezentuje się odbudowa historyczna z udziałem aktorów, do złudzenia przypominających tytułowych alpinistów. Dla Osmond jest to pierwsza z cyklu opowiadanie o prawdziwych ludziach w niezwykłych okolicznościach. Kolejna to nominowany do Oscara dokument "Na głęboką wodę" o feralnym uczestniku rejsu samotników dookoła świata Donaldzie Crowhurst. "Zew Ciszy" (Beckoning Silence), Reż. Louise Osmond, 2007, dystrybucja: Mayfly "Zew ciszy" to film z gatunku dokumentu fabularyzowanego, bazujący na zdarzeniach, które stanowiły o historii zdobywania znanej z trudności i obiektywnych niebezpieczeństw północnej ściany Eigeru w szwajcarskim Oberlandzie. błona fotograficzna obejrzałem z przyjemnością i zainteresowaniem, lecz historię tej czwórki alpinistów znam doskonale. Walorami niewątpliwymi filmu są: wspaniale i z pietyzmem odtworzone postacie alpinistów lat trzydziestych i frakcja w charakterze narratora, samego Joego Simpsona. Zderzenie, w formie montażu równoległego, akcji alpinistycznej z tamtych lat i współczesnej, daje widzowi pojęcie, jak wysoki krok zrobiła technika i technologia alpinistyczna w tym czasie. Nie zmienili się przeciwnie zasoby ludzkie uprawiający ten sport. Są tak samo odważni, zdeterminowani i uparci. niezwykle mocno polecam ten film. cenny jest uważnego obejrzenia." – PIOTR eremita "Wstrząsający dokument o wyprawie na Eiger uczy pokory wobec natury i szacunku dla człowieka. Louise Osmond sportretował ludzi, którzy ryzykują życie, aby pokonując krajowy strach, pogodzić się z sobą i ze światem." – KRZYSZTOF KWIATKOWSKI, Newsweek Rzeczpospolita Polska "Dla Joego Simpsona wspinaczka na Eiger śladami tragicznej wyprawy Toniego Kurza staje się okazją do opowieści o ludzkich obsesjach i marzeniach, słabościach i godności. pasjonujący dokument, nie na to samo dla miłośników alpinizmu. " – KUBA DEMIAŃCZUK, Dziennik "Przepiękny film o alpinizmie! Sporcie, który od dziesięcioleci jak środek odurzający uzależnia takich śmiałków, jak jego chwat – Toni Kurz. Co sprawia, że ruszają w górę, blisko że ktoś kolejny chód tak jak częstokroć jak do celu przybliża ich do śmierci?" – KAROLINA PASTERNAK, Przekrój "Wciągająca opowieść o mrocznej historii jednej z najniebezpieczniejszych gór świata. Dla miłośników alpinizmu - dzieło obowiązkowa, dla przeciętnego widza - znakomita okazja, by uchwycić sens specyfika alpinistów." – RAFAŁ ŚWIĄTEK, Rzeczpospolita
Po rocznej przerwie Lubuskie latko Filmowe powraca na festiwalową arenę. W tym roku nowy szef programowy Paweł T. Felis przygotował co niemiara atrakcji, mających na celu aktualizacja formuły festiwalu. Zakończyła się kolejna edycja Europejskich Nagród Filmowych. Jedno z wyróżnień przyznała europejska publiczność, która za optymalny celuloid uznała obraz Danny'ego Boyle'a "Slumdog. bogacz z ulicy". ...
W tym roku prestiżowa nagroda za całość Twórczości zostanie wręczona wybitnemu autorowi zdjęć filmowych Dante Spinottiemu. Fundacja Tumult, architekt Festiwalu, zorganizuje specyficzny cześć dla tego wyjątkowego twórcy.
W kinach jest już głośny język niemiecki błona fotograficzna Baader-Meinhof o terrorystach z grupy RAF. Stara się odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego w Republice Federalnej niemiaszek lat 70. grupa młodych ludzi nie miała skrupułów, by zabijać niczym świnie funkcjonariuszy demokratycznego państwa? - dokument Marcina Chodunia o duszpasterzu "tirówek". inskrypcja Oczy prostytutki przedstawia postać niezwykłego księdza – duszpasterza polskich tirówek.źródło informacji
Wejdź na Świętą Górę!
22.05.12 RSS
W ciągu wieków nazywano Ją różnie: Przedziwną Matką Cudów, Pocieszycielką Gostyńską, Matką Świętej Nadziei. ciągle niemniej jednak z wielką ufnością zwracano się do Niej po pomoc i wstawiennictwo, bo nie pozostaje obojętna na prośby swoich dzieci.
"Tygodnik Powszechny" ogłasza tegorocznych Laureatów Medalu św. Jerzego
22.05.12 RSS
order św. Jerzego jest honorową nagrodą przyznawaną dzięki Tygodnik generalny od 1993 roku. nagroda jest wręczana osobom, które wykazują szczególną wrażliwość na biedę, krzywdę i niesprawiedliwość, na co dwadzieścia cztery godziny zmagają się ze złem i budują dobro w życiu społecznym.
Sklep innych wartości
22.05.12 RSS
Arka to taki sklep, w którym towary poustawiane według wartości pieniądza niepełnosprawni poprzestawiali na własny unikalny wybieg – usłyszała od Jeana Vanier, pomysłodawcy L’Arche (Arka), Aleksandra Ala Nawrocka. I zapragnęła dysponować własny sklep.
Patronka rodzin
22.05.12 RSS
- Św. Rita jest patronką heroicznego przebaczenia, jako że przebaczyła mordercom męża i doprowadziła do pojednania między zwaśnionymi rodzinami.
Nowy serwis rozrywkowy, śmieszne filmiki, gry online i wiele innych. portal rozrywkowy dla ludzi z humorem
Dać czy nie dać? Oto jest pytanie
22.05.12 RSS
Duża część artykułów, mówiących o pieniądzach w Kościele, zaczyna się od stwierdzenia, że jest to przypadek trudna i delikatna. Ośmielę się stwierdzić, że wystarczająco taką nie jest, jeżeli popatrzymy na nią z odpowiedniej perspektywy.
Czy maluch musi zgrzeszyć?
22.05.12 RSS
"Tygodnik całościowy kolejny raz rozpoczął dyskusję nad dyscypliną sakramentów, podając co więcej w wątpliwość praktykę Kościoła w Polsce. materia numeru – najpierw Pierwsza Komunia, nadal pierwsza spowiedź nie pozostawia złudzeń, co do oczekiwań krakowskiej redakcji.
facio Niedzielny: z głową w niebie
22.05.12 RSS
konferencja z bohaterami tego filmu pokazało mi, że każda modlitwa poprzednio Najświętszym Sakramentem, każde uczta Komunii ma duży wpływ na rzeczywistość – opowiada Maciej Bodasiński o filmie, kto już za siedem dni w GN na DVD.
Stop dyskryminacji TV Trwam - spot video
22.05.12 RSS
Fundacja Lux Veritatis, adresant TV Trwam, przygotowała trzy spoty informacyjne dotyczące problemu odmowy przyznania koncesji TV Trwam w cyfrowym multipleksie.
Mamy Wiernych Czytelników
22.05.12 RSS
ZKDP podał przed chwilą wyniki sprzedaży tygodników za marzec 2012 roku. Gość pozostał liderem sprzedając zwykle ponad 143 tys. egz.
Box office USA. "Avengers" niszczy premiery
22.05.12 RSS
Trwa absolutna hegemonia "Avengers" w amerykańskich kinach. ekranizacja komiksu nie pozwala dodatkowo rozwinąć skrzydeł premierowym tytułom. przed tygodniem ucierpiał obraz Tima Burtona. w toku minionego weekendu ofiarą padły trzy nowe tytuły.
"5 rozbitych kamer" wygrywa wrocławski Planete Doc
22.05.12 RSS
na przestrzeni gali zamknięcia wrocławskiej odsłony 9. Planete Doc Film Festival ogłoszono zwycięzcę Grand Prix Dolnego Śląska - film "5 rozbitych kamer".
Kingsley i Skarsgard w średniowieczu
22.05.12 RSS
Ben Kingsley i Stellan Skarsgård wystąpią w filmie zatytułowanym "The Physician", będącym adaptacją rozgrywającej się w średniowieczu powieści Noah Gordona.
[foto] Ralph Fiennes jako Karol Dickens
22.05.12 RSS
Pojawiło się pierwsze zdjęcie Ralpha Fiennesa w pełnej charakteryzacji w roli Karola Dickensa w ekranizacji powieści "The Invisible Woman". Jest plus fotografia Felicity Jones ("Like Crazy") jak jego kochanki.
Peter Weir robi dreszczowiec o nawiedzonym zamku
22.05.12 RSS
Peter Weir wyreżyseruje adaptację bestsellerowego współczesnego gotyckiego thrillera "The Keep" autorstwa Jennifer Egan. wprzódy z reżyserią był związany twórca "Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", Niels Arden Oplev.
Rachel McAdams w ekranizacji powieści Johna le CarrĂŠ
22.05.12 RSS
Rachel McAdams dołączyła do obsady ekranizacji wydanej w 2008 roku powieści Johna le CarrĂŠ "A Most Wanted Man". Wystąpi u boku Philipa Seymoura Hoffmana a za kamerą stanie Anton Corbijn.